Rozdział 7. Lipiec

rozdział 7 lipiec zdjęcie

To w lipcu serce lata bije najmocniej, choć jeśli chodzi o wakacyjne miesiące, akurat do niego mam najmniejszy sentyment. Czerwiec jest wyczekany, bo to pierwsze truskawki, pierwsze róże i pierwsze małosolne ogórki. Sierpień od zawsze kojarzy mi się natomiast ze złotą nostalgią – z wieczorami ciepłymi, ale już nieco krótszymi i z naszym corocznym wyjazdem nad morze. Choć to w pewnym sensie zwiastun jesieni, po prostu go lubię. Nawet, gdy rano trzeba narzucić na ramiona sweter.

Ale w tym roku postanawiam, że i lipiec będzie wyczekany i wyciśnięty do ostatniej kropli.

W końcu to miesiąc brudnych od jagód palców, zapachu lipy i przesiadywania na tarasie. Dni są długie, a wieczory ciepłe – idealne, żeby przedłużać w nieskończoność popołudniowe garden party. Będę robić litry lawendowej lemoniady, piec drożdżówki z jagodami (wciąż szukam tego idealnego przepisu na drożdżowe ciasto!) i przygotowywać dziesiątki słoików z kiszonymi ogórkami. Zasuszę tyle ziół, ile pomieszczą szafki – zwinięte liście mięty i melisy, śliczne chabry i rumianki przywołują lato wtedy, gdy to najbardziej potrzebne. Bo przecież w lutym będziemy zastanawiać się, czy lato kiedyś przyjdzie czy zeszłoroczny lipiec był tylko snem? Poza tym, sam fakt zbierania ich do kosza, suszenia, a potem układania w podpisanych słojach… to jak rytuał bogini domowego ogniska.

Lipiec to też burze – ja szczególnie czekam na nocne ulewy, gdy można zasnąć z otwartym oknem i nie tylko słuchać szumu deszczu, ale i czuć chłodne powiewy wiatru. I mam nadzieję, że tego deszczu będzie sporo, ale głównie wieczorami i w nocy – dni niech będą od wygrzewania skóry na słońcu i niewychodzenia z jeziora. Oby jak najczęściej towarzyszyło mi uczucie wysychających na skórze kropel wody – to najmilszy symbol lata.

A poza tym…

Zeszłoroczny lipiec był dla nas bardzo ważny, żeby nie powiedzieć przełomowy – kupiliśmy domek na Mazurach, z którym wiążemy ogromne nadzieje. Zakasaliśmy wtedy rękawy i wzięliśmy się do pracy, żeby zrobić remont, uporządkować całe otoczenie i ruszać z wynajmem. Rzeczywistość nas jednak zweryfikowała – okazało się, że pieniądze, które mieliśmy na remont musimy przeznaczyć na inny, nienegocjowalny cel. I w tym roku lipiec ponownie może okazać się przełomowy, bo na dniach dowiemy się, czy marzenia o rychłym remoncie się ziszczą. Jeśli tak – będziemy zapracowani, brudni i wymęczeni, ale szczęśliwi. Bo już naprawdę, ale tak naprawdę chcemy, żeby to miejsce zaczęło żyć.



Czeka nas piękne lato. A potem zobaczymy. Dzień po dniu.

Zatem… lipcu! Bądź gorący, parny i daj nam się we znaki. Bo bardzo szybko za tobą zatęsknimy.

Jeśli chcesz być na bieżąco z moim lipcem, zapraszam Cię na Instagram – tam jestem bardziej regularna niż tu 🙂

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Przewijanie do góry
0

Subtotal